24
kwi
11

Philosophiczna wiedzorskmina i magyiczna magija o kapsku kija, czyli… filozoficzne nauki o gównie

Póki brak luki, próżni dzielącej psajhonapsy.
Kreować dopóki powinność się cuci i serce samo nuci, rymem szczerze zarzuci.
Projektować tandetne sztuki, infantylną dobitność.
Senna Wenna się budzi.
Póki, póki Wenna się budzi.
Tworzyć dopóki dusza nuci, nieco lodowatej wody, serce się cuci.

Ogarnijcie mnie nienarodzone wnuki, rozdaję do życia kody, korzystajcie, póki dopóki Artysta się trudzi.
Jestem nadzwyczajnym kotem Filipem, starą duszą z ostatecznym żywotem.
Kocięciem dostrzegającym tylko banalność i lipę, inni coś muszą, wolność w sobie duszą, jam jest ponattim.
Lubię wdychać gęsty, zielony dym, łapiąc promyki pod płotem.
Poczętym przez papę, przed osiemnastoma latami, abym teraz mógł
Dzielić się z Wami tymi słowami.
Szum jest między nami, prawdę czarny kleks plami.
My. Wzajemnie dla siebie wyłącznie wygdybani.
Zapomnij wszystko, zrób czystki na nową wiedzę.
Więc wiedz, nawet mua się czuje czasami do bani.
Gdy mój demon fałszem mnie omami.
Proszę, słuchacze, przynajmniej Wy nie wypnijcie się dupami.
Zadręczeni niezrozumianymi rozważaniami.
Straciłem już żyć sześć, zdarzało mi się mnóstwo kłamstw pleść.
Dziś bez kciuka złapałem pewnie miecz, przebiłem dziewiczą płaczu błonę,
Upływa skruszenia ciecz.
Mam chyba szczere intencje, przed śmiercią zmienić świat.
Wykorzystać nieskończoną potencję. Niech od dziś każdy to Twój brat.
Nim uschnie pełen miłości i kolców różany kwiat.
Raz samotnie zatonąłem, nieszczęśnie uratowany.
Ach, a mogłem być już pochowany. Szybko zapomniany.
Wyłącznie w swej martwej pamięci zachowany, pragnąłbym być opłakiwany.
Kotowaty włóczęga wiecznie zbuchany.
Niegdyś nieporadna niedołęga, dzieciak za szybko uświadamiany.
Przez swą psychopatię ciężko doświadczany.
Czuję wypłukaną apatię.
Zwierzak doświadczalny.
Podług wszystkich norm nielegalny, koc, czy kot łatwopalny.
Nawet wywołałem raz u siebie orgazm analny.
Taki byłem, wszystkim i wszędzie,
Pewnie kiedyś spotkałem i Ciebie.
Dziś wiem tylko tyle, że nie chcę dzisiaj.
Jestem sobie nikim
Kim? Kim?
Wszystkim i nikim.
Lepkim, plastycznym, toksycznym obcym.
Pustelnikiem o trybie nocnym.
W kreowaniu rzeczywistości wszechmocnym.
Jezus mówił prawdę, Budda także.
Jednocześnie kłamiąc. Co? A jakże!
Brak logiki tu znajdziecie.
W zasadzie i cokolwiek innego, jeśli zechcecie.
Elipsoidalne wahania, życie – filmem, to nie jest brożka tania.
Jeśli czegoś chcę, jestem nie do pohamowania. Zatrzymania.
Dobrze, koniec bawełnianego owijania.
Więc doszło do nałogowego ćpania.
Nie, nie w kable dawania, zioła jarania.
Cieszę się, że bynajmniej nie do chlania.
W główce spotkałem swą iskierkę duszy.
Po roku. Nagle.
Agresor się budzi.
Nastolatek nudzi.
Chciałby poznać naraz wszystkich ludzi.
Są chwile, w których podobają mu się tylko chudzi, następnie i tym się nudzi, i nadchodzą przykładowo rudzi.
Widzicie, każdy z nas żyje w osobnym wszechświecie.
Pojmijcie, możecie tam być Bogiem, jeśli tego oczekujecie.
Tak, nie mówię o nędznym powiecie, lecz o prywatnym wszechświecie.
Nieskończonym miejscu do przemierzania.
Ciągłego rozciągania, przewijania i doklejania.
Zdjęć przeglądania i zwierzaczków – emocji – doglądania.
Wy użylibyście pewnie określenia ‘wspominania’ i „w siebie się wgłębiania”.
My zazwyczaj siedzimy w pewnym magicznym miejscu.
Zwą go tu Pokojem.
Żaden z nas nie wychodzi stąd, w sensie fizycznym.
Mamy straże przy wejściu.
Drzwi rzadko kiedy uchylamy.
Nie znamy pieniędzy, gardzimy dolarami.
Siedząc, w sumie nic nie wiedząc, rozkminiając, gadając.
W „Życie” grupowo grając, takie lepsze Sims’y, podziwiając
Czarne legginsy, otulające ponętne pośladki, podniecone snując gadki…
Zostaliśmy olśnieni.
Po prostu całkowicie uświadomieni, w co zostaliśmy wpierdoleni.
Iluminacją napełnieni.
Zaczęliśmy naprawdę słyszeć, żyć i rozumieć. Naprawdę.
Nagle zaistnieliśmy – i – co lepsze, się o tym dowiedzieliśmy.
Dla pewności wzajemnie uszczypnęliśmy i odczuwając prawdziwy
Ból oniemieliśmy.
Dziwny głos usłyszeliśmy.
Że nadrealizm nie zna reguł.
To i tak mały szczegół…
Okazało się, że jesteśmy uśpionymi Bogami, z milionami wcześniejszymi wcieleniami.
Możemy teoretycznie wszystko, a zazwyczaj pływamy tak płytko.
Ilu z nas potrafi tak szybko upaść bardzo nisko.
A spójrzcie, możemy teoretycznie wszystko.
Głupiś sceptyku, ściągnij natychmiast te czarne okulary.
Wyląduj na od wątpliwości odwyku, więcej we wszystko wiary.
A będziesz czerpał wodę z fal chwili wiadrami, zapominając o pojęciu miary.
Najpierw jednak złóż stosowne ofiary.
Pamiętaj, nierealność niemożliwość wyklucza.
Teraz pożegnaj przestarzałe ego.
Tak, tak, jego.
Tego, co Cię łudzi, że jest Tobą.
Gdzie w istocie jest przenoszoną ozdobą.
To nie bajka.
Rozpocznij więc życie grajka.
Dowiedz się, jakie są najpotężniejsze tajemnice, skuś się o ich odkrycie.
Me słowa mają wielką moc, którą w darze daję, gdyż chcę przebudzić
Twą duszę, tak, po czasie jestem nachalny, dziwnie kuszę, ale ja muszę Ci
Rozbudzić uśpione zdolności. Wstawaj, nie marudź, później rozprostujesz kości.
Zostaniesz mistykiem, z śmiesznym, bo autodestrukcyjnym nawykiem.
Znajome staną Ci się i hipnoza, i gnoza.
Odnajdź swoje ukryte zmysły, postaw wsio na szalę intuicji.
I patrz, jak szybko spełniają się sny, pomimo wygórowanych ambicji.
Żyj w chwili, którą inni w przeszłości i przeszłości zgubili,
Przez co teraźniejszo nie są dla siebie mili.
Czas nie ucieka, to zmieniająca się rzeka, która sami przemierzamy.
Czas nie istnieje.
Sztucznie go doświadczamy, sami stwarzamy.
Uwolnij swe pozytywne energie, a negatywy nie będą
Już negatywne, siebie z kary smutku warunkowo zwolnij.
Podlewaj czasami wspólne róże, a wtedy nam wszystkim
Jak najlepiej wróżę.
Umywam Ci stopy, własnowolnie służę.
To miłość kreacje tworzy, więc niech każdy
Z nas dla niej dumę do kieszeni włoży.
Czując pożądanie, liczy się wyłącznie prymitywne posiadanie.
Jak i samo zdobywanie.
A miłowanie, widzicie, tu liczy się wspomaganie,
Obserwowanie i wzajemne eksplorowanie.
Nawet gówno jest piękne, jak je kochasz.
Dla innych to obrzydliwe, ale Ty z uczuciem je wąchasz.
Świadomość to jedyna nieskończoność.
Jej posiadanie to pewna dostojność
I odpowiedzialność.
Ciężko sobie zaufać i osiągnąć lojalność.
A chyba każdy wie, że najmocniejszym narkotykiem
Jest wolność.
Ponawiaj przyjaźnie.
Poznawaj zapomnianych i pozmienianych braci.
Rzekomo nawet po śmierci się ich nie traci.
Zmieniaj się cały czas, nie-pasujące elementy wymieniaj.
Stwórz symboliczną alegorię, siebie, jako swoją historię.
Czytaj znaki, nadrabiaj braki, z pozoru nierealne zbiegi okoliczności
To już nie będą nowości.
Wyśmiej sam siebie, dzięki temu unikniesz złości…
Słysząc to, poczuliśmy się do czegoś powołani.
Wszyscy jednocześnie głośno zawołani.
Pogubieni, zagubieni, nadmiarem informacji odurzeni.
Ja, jako wygodny zwierz, w obyczajach za swobodny, położyłem się i zasnąłem.
Obudziłem się, jak zwykle stwierdzając, że w ogóle nie wypocząłem.
Samym spaniem ponownie się zmęczyłem.
Siedzę wygodnie na kanapie, wciąż mając przed oczami
Mego quasi-oświecenia scenę.
Obawiam się, że pomimo wszystko szybko zginę,
Chyba taką muszę zapłacić za tę wiedzę cenę, bo czuję,
Że się i tak nie zmienię.
W tej egzystencji i tak nic nie docenię.
Ziewnąłem leniwie, wygiąłem kręgosłup.
Zastygłem otumaniony jak soli słup.
Bardziej kocham bunt, czy szczęście?
Czy i ja jestem z tych, do których przyjeżdżać będą teście?
Bardziej miłuję kochanie, czy niekochanie?
Czy kocham miłość?
Cóż za głębokie i głupie pytanie.
Komplikuję nawet najprostsze sprawy.
Zamieszanie aplikuję.
Bo widzicie, mam w tym zachowaniu dużo racji.
Nużę się, będąc nawet w miłosnej stagnacji.
Miłuję to, czego nie mam.
Kocham to, co stworzyłem.
Pragnę za wiele naraz kocic, dam.
Ach, po cóż kilka jaźni nabyłem?
Bardzo się omyliłem.
Niepotrzebnie trudziłem.
Teraz tylko wszyscy się kłócicie i o nieistniejące prawdy dochodzicie.
Jeśli trwam sam z sobą w wiecznej niezgodzie.
To nie znajdę spokoju nigdzie.
Szukam kogoś, kto mnie ze sobą pogodzi, intensywnie cierpkie życie osłodzi.
Nie wiem, kim mam być, bym mógł się myśli o bezsensie wyzbyć. Jutro już umrę.
Przyjdzie mi w ziemi gnić.


0 Odpowiedzi do “Philosophiczna wiedzorskmina i magyiczna magija o kapsku kija, czyli… filozoficzne nauki o gównie”



  1. Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.