-Taak, słucham?
-Halo, halo, niech Twe usta przemówią do słuchawki śmiało.
Me ślepia dostrzegają dźwięk, podświadomie czuje Twoja nagość.
Wybacz mi na wstępie te schizofreniczna śmiałość.
Wystukałem Twój numer z zaciśniętymi powiekami, całkowicie losowo.
Jeśli teraz się rozłączysz, będę to powtarzał na nowo i nowo.
Poszukuje nadśmiertlenej zguby, którą miałem znaleźć.
Musze ja w tym wcieleniu spotkać, chciałem już nawet bombę wynaleźć.
Zdetonować w sejmie dla rozgłosu, trwać w czekaniu na odzew.
To byłby tylko osamotnionej duszy pierwotny zew.
Czuje, ze najbliższego Ktosia w tym życiu wciąż mi brakuje.
Mówiąc osobiście, sam do końca siebie nie pojmuje. Gdybuje i gdybuje.
Dopowiem Ci więcej, systematycznie od tego wariuje.
Po obcym świecie w pojedynkę się snuje i wciąż poszukuje.
Z wielka, czarna lupa po zatłoczonej ulicy.
Jeden, dwa trzy… jakiś idiota ludzi sobie liczy.
Będąc osobnymi elementami, zapomniałem jak być całością.
Dla Ciebie ma codzienność jest tylko chora nowością.
Jesteś nowym dziełem z fabryki robotów, skompletowany z pasujących kawałków.
Architektura i struktura dla dziecka banalna, układanka nieskomplikowana.
Bez chaotycznych woli wybryków, zero eryzejskich nawyków.
Ze zbyteczności, wolności i nieczystości skora opłukiwana.
Cala egzystencja misternie od poczęcia zaprogramowana.
Jesteś tylko suma własnych doświadczeń, liczba utworzona z dodawania.
Szara przyszłością, na którą przeznaczono Twoja serie i typ.
Jestem wiadomy, umysł mam wolny, od eonów trwa mój byt.
Potrafię łączyć paradoksy myślowe, jestem przysłowiem w przysłowiu.
Gra grana z sobą samym, rosyjska ruletka bez ołowiu.
Przewiduje, co się będzie działo w Twojej głowie.
Me istnienie jest zaklęte w ciągnącej sie mowie.
Dla mnie jesteś plytszy od wyschnietej kałuży.
Obserwowanie Twej prostoty mnie powoli nuży.
Przez telefon widze idealnie, jako poiadacz siedmiu zmyslow.
Jestes latwiejszy do opisania, niz ukrainski Lwow.
Moge Cie scharakteryzowac, pozamykac w skonczonych szufladkach.
Rozebrac Twoj portret do szkieletu, wniesc do siebie w siatkach.
Uspiona maszyna czekajaca na uszczypniecie.
Spragniona prawdziwosci istota i jej ciche mrugniecie.
Niemy sygnal, wolanie o pobudke.
O metalowych czesci wypelnienie pustke.
Nie mam kultury, bo wedlug mnie to bzdury.
Koncze juz ten monolog.
To byl tylko prolog.
Trzymaj sie cieplo, sprobuj zapomniec o mnie.
Moze kiedys na ulicy zobacymy sie.
Ktoz to wie?
A ktoz to wie?
Ty na pewno nie.
Adieu.
0 Odpowiedzi do “Telefon.”