15
maj
11

Plum.

Plum.

Spadła kropla, wylał ocean namiętności.

Chora egzystencja drzew, gnijących z nadmiaru wody.

Za dużo płynu roztrzaskującego żyjące tkanki od wewnątrz.

Nieświadome swej zagłady liście tańczące w słonecznym żarze.

Opadają, bezwiednie kierowane przez wiatr, w różnych kierunkach.

Pokrywają spokojną taflę zabójcy ich rodziny.

Przeładowane ciśnieniem rośliny zaczęły płakać, pozbywając się życia.

Wody wzrosły w siłę, falami obalając młodsze istnienia.

Tworząc tamę.

Powoli unoszone ku górze cząstki stworzyły zielone chmury.

Zgęstniałe od cierpienia.

Nastała susza.

Za późno jednak, serce natury przepompowało już to, co było mu przeznaczone.

Obumarło ze zmęczenia.

Szybciej, niż to było zamierzone.

Cofające się korzenie i kurczące pnie dostały następną szansę.

Umieszczając, swoim kosztem, nasiona nadziei.

Jest ryzyko.

Nie przetrwa suchoty ich wystarczająca ilość do wypicia grzechów ojców.

Z góry skazane na zagładę.

Dziecięce pąki, nieśmiało rozpychające grudki ziemi, uśmiechnęły się.

Mogą żyć.

Suche patyki ze wzruszenia uroniły łzę, potem kolejną.

Więc jednak nie będzie suszy.

Przeżyją.

Osamotnione kaktusy zadławiły się.

Popadając w wieczną come.

Żaden z nich nie płakał, wszystkie umarły.


0 Odpowiedzi do “Plum.”



  1. Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.