Gaśnie iskierka istnienia, ukochanej istoty już z nami nie ma. Właśnie w tej chwili, o sensu zwątpienia, śmierć, rzut kostką, los za nas wybiera. Cierń we wnętrzu serca, czerń światłość ogarnia, masowa mogiła cierpienia.
Już bez sensu, patrząc w przyszłość, życie pełne nonsensów. Błagasz o kropelkę snu, żałość wykręca ciało, wiesz, że spędziliście czasu wspólnego za mało. Jedna osoba utonęła, a za nią morze łez się wylało. Jej widoku już wciąż będzie Ci za mało. Bezsens, kolorów zabrakło, słońce wyblakło. Cierp ciało, coś nie wybrało, cały świat umarł, tak nagle to się stało. Śmiało stwierdzasz, że już w pokera życia nie grasz. Cóż Ci po planach, marzeniach śnionych po dniach, komórce, monetach, pracy, w tych momentach już wiesz, materia jest nieistotna, tylko drugi człowiek się liczy, wypływa z mych ust, z duszy upływa mych spostrzeżeń nibywiersz. Bierz z niego tylko to, co chcesz. Spójrz na niebiosa, chmur nie było, a kropla toksyny spadła, wsiąkając do włosa, świat pełen dziur, niezauważalnych, tyle zdarzeń pozornie niedopuszczalnych. Czas zahamował, coś we wszystkim, co kochałeś, się zmieniło. Amnezja na miłość, tyle słów niewypowiedzianych.
O rany, rany, pieką emocjonalne rany.
Dlaczego?
Dlaczego?
Odpowiedzi nie znajdziesz, mój drogi kolego.
Gdzie lekarstwo na życia marnotrawstwo?
Dlaczego? Dopiero, gdy go nie ma, widzisz, nad śmierć kochałeś jego.
Twego życia notes potargany, płomień rozpaczy niepozornie Cię trawi. Nawet Bóg Cię nie zbawi.
Dlaczego na ziemskim padole jest tyle złego?
Niepotrzebnego, samoistnego.
Mamy tylko siebie, będąc ze sobą, utopimy się w metafizycznym niebie.
Mamy na Ziemii aż siebie.
Brodząc w piekle, pracując, nieistotne ambicje, byś mógł żyć o wodzie i chlebie.
Śmiech klaunów przestał bawić, gdy smutek zaczął w gardle dławić.
Gdzie miłość, dlaczego wcześniej jej zabrakło?
Gdzie jest nasz Eden?
Pytań bez odpowiedzi za wiele, to czas spowiedzi, żałości, co ukryta w nas siedzi. Cedzak cedzi uczucia, bez poczucia prawdziwego życia, goniąc za chorymi szczurami, pokrywając się złudnego szczęścia barierami.
Dlaczego dopiero w ciężkich chwilach ten wyścig omijasz? Swoje ego śmiało zabijasz, wymijasz egoizm, otwierasz oczy. Ty sam, samotny, bez źródła światła, gdybając, co by było gdyby, alternatywną rzeczywistość snując. Złoto stało się bez blasku. Sam na podeście, spoglądasz w, pokryte kurzem, lustro wreszcie. Zdziwiony, zapadasz w sen agonii, mdlejesz, przez łzy szaleńczo się śmiejesz. Jak w przeszłości mogłeś czegoś chcieć bardziej od jego obecności. Chaotyczny taniec śmierci, statyczny obraz w wspomnieniach, pierdolone danse macabre. Łap życie, póki jeszcze masz szanse. Śpiesz się miłować bliźniego, zanim osamotniony, niepostrzeżenie, nagle zniknie ze świata Twojego. Wojny na świecie wciąż trwają, idioci się na nich zabijają, jeden, dwa, tysiąc, milion… pożera na nich swe ofiary Babilon. O, właśnie umarł zdolny poeta, za młody, by mieć do egzystencji powody, cały wszechświat zamknięty w jednostce, proście o zrozumienie, oddalając duszy cienie, byście nie odeszli niepoznani, w wieczności zapomniani. Co byś teraz oddał za to, na co żeś wcześniej bez uczuć spoglądał? Obojętnie, czasami niechętnie. Po co od szczęścia się wzbraniamy i od siebie oddalamy? Ono jest między nami, w nas, w miłości, jej nasze troski oddajmy. Nie trać czasu na pościg, złap moją dłoń, wejdziemy, uśmiechnięci, wspólnie do zaczarowanego, pełnego magji i miłości lasu. Póki dość mamy na to czasu.
Bo nic innego się nie liczy.
Nic nie jest ważne.
Wykorzystaj to, że nikt z nas jeszcze nie milczy.
Nikt nie został zamknięty w ciszy.
Wspólnie, pod prąd, w tej cywilizacyjnej dziczy.
Spójrz na niebiosa, chmur nie było, a kropla toksyny spadła, wsiąkając do włosa, świat pełen dziur, niezauważalnych, tyle zdarzeń pozornie niedopuszczalnych. Czas zahamował, coś we wszystkim, co kochałeś, się zmieniło. Amnezja na miłość, tyle słów niewypowiedzianych.
O rany, rany, pieką emocjonalne rany.
Dlaczego?
Dlaczego?
Odpowiedzi nie znajdziesz, mój drogi kolego.
Gdzie lekarstwo na życia marnotrawstwo?
Dlaczego? Dopiero, gdy go nie ma, widzisz, nad śmierć kochałeś jego.
Twego życia notes potargany, płomień rozpaczy niepozornie Cię trawi. Nawet Bóg Cię nie zbawi.
Dlaczego na ziemskim padole jest tyle złego?
Niepotrzebnego, samoistnego.
Dlaczego…?
Fajnie, że znowu coś napisałeś. Jest jeszcze czas, czas jest, pójdźmy razem do magicznego lasu.
tęskniłam za Tobą w Sylwestra, czuć było, że wszystkim nie było dobrze, pomimo tego, że nie musieliśmy się martwić o niespodzianki z Twojej strony. Cały czas jednak czułam niepokój, mama mówiła, że jesteś przygnębiony, martwi mnie to, ale być może to jest czas, żebyś w końcu zmierzył się z tym smutkiem. Sama nie wiem czego chce, żebyś poszedł do ośrodka czy nie. Teraz za ośrodkiem najbardziej przemawia dla mnie to, ze tam będziesz miał szkołę, chociaż te pół roku.
Braciszku sama nic nie wiem i w zależności od tego jaką weźmiesz teorię to do niej można różne rzeczy podpasować. jednak czy ważne jest to, żeby coś podpasować. Najważniejsze jest to, że wiem, że jesteś moim bratem i to nigdy się nie zmieni i to , że Cię kocham, choć może czasem zachowuję się tak jakby tak nie było. Od tygodnia dzień wygrywa z nocą, chciałabym, żeby i u Ciebie tak było , żeby ten rok był dla Ciebie lepszy i Ty żebyś miał siłę spotkać się z trudnościami i radościami, które on niesie.
Wiesz, ja widzę w tym zakurzonym lustrze mojego braciszka, właściwie już dorosłą osobę, ale zagubioną, szukającą siebie, czasami smutną a czasami radosną. Widzę brzdąca, który pachniał oliwką, który zawsze miał mnóstwo pomysłów, który był trochę inny od innych a z drugiej strony taki sam. Widzę zbuntowanego nastolatka, który lubi łamać granicę , ale również osobę, która potrafi być bardzo ugodowa. Widzę aktora, pisarza, widzę kogoś ważnego dla mnie. Nic więcej nie widzę.
Wiem, że wiele straciłeś, ale może to było potrzebne Tobie i nam. Skoro mama jest w stanie to przeżyć, osoba, która wcześniej nie wyobrażała sobie wagarów to Ty osoba bardziej tolerancyjna i otwarta też możesz.W życiu jeszcze przed Tobą wiele chwil i mogą one być dla Ciebie dobre i szczęśliwe
Bardzo dobry tekst, niebanalny, nonkonformistyczny światopogląd…
Gratuluję !
PS. poczytałam troszkę o Dzieciach Indygo, jak mi radziłeś i jestem pod wrażeniem.
WSZN tęskni.
Natalia! <3 Jak dorwałaś się do mojego bloga?
WSZN naprawdę tęskni? Miło to słyszeć.
Jakoś dałam radę, trochę szukania było.Wpadnij tu, proszę !
Jak stąd wyjdę to musimy się zgadac, koniecznie !
Masz takie przeczucie? Więc MUSIMY. Dziwne, dziwne, przecież, opierając się jedynie na tym, co pewne, widziałaś mnie przez jedyne trzy godziny.
Chyba nie muszę akurat Ciebie uświadamiać, że niektóre rzeczy wykraczają poza ludzki umysł i wyobraźnię ?
Zresztą sam powiedziałeś, że spotkaliśmy się w innym wcieleniu, a nie masz pewności czy wtedy nie byliśmy np bliskimi przyjaciółmi ? albo zażartymi wrogami ? a ponowne przyjście na świat pod inną postacią ma za zadanie ,abyśmy znowu stanęli na swojej drodze, i dążyli do pojednania ? kto wie ?
duszę się
powietrze destruktywne
działa jak narkotyk
wiesz, że cię wykańcza
jednak wciąż znajomy ci delikatnego proszku dotyk.
nie wiesz co zrobić
chwytasz się nudy
spod paznokci wyjadasz błędy swe, bruudy
lecz one są chytrzejsze, wracają
w moc rosną, bardzo szybko silniejsze się stają
niedookiełznania, wyłącz ten temat
idź spać, zaśnij, śpij
nowy dzień już czeka…
co dzisiaj będziesz robił,czekam na odpowiedź
napisz coś jeszcze, jestem głodna nowych wrażeń
Po utracie miłość staje się tylko nagrodą pocieszenia…w przegranej i niezależnej od ciebie grze przypadków, która nie potrafi odpowiedzieć na żadne z postawionych pytań.
Tak- mamy na Ziemi aż siebie.